SEL

wydawnictwo

Desperacki rejs

 

Autor: John Caldwell

 

John Caldwell w niesamowitej książce opowiada o swojej brawurowej podróży z Panamy przez Pacyfik do Australii, do niewidzianej od roku żony Mary. Nie mogąc znaleźć po zawierusze II wojny światowej innego środka transportu, zdecydował się na rejs na 8,5 metrowym jachcie żaglowym (ex-„Zjawa” Wagnera), w towarzystwie dwóch bezdomnych kotów.

Rozpoczynając swoją zwariowaną wyprawę nie potrafił żeglować. Manewr wyjścia z portu w Balboa próbuje więc wykonać w oparciu o podręcznik żeglarski, co o mało nie kończy się zatopieniem kapitana i rozbiciem statku. „Mimo wszystko jednak »Poganin« wychodzi szczęśliwie na morze”.

Po tym doświadczeniu, przed wyruszeniem w 8,5 tys. milową podróż, John spędził kilka dni na nauce nawigacji w Zatoce Panamskiej, podczas których niewiele brakowało by nie rozbił się na skałach Wysp Perłowych.

Już pierwszej nocy ponownie rozpoczętego rejsu żeglarz zderzył się z pływającym pniem drzewa i w ostatniej chwili udało mu się wrócić na tonącym jachcie do Wysp Perłowych, gdzie osiadł na piaszczystym brzegu. Po kilku dniach samodzielnej naprawy łodzi, po raz trzeci wypłynął biorąc kurs na Galapagos. Podczas podróży cudem udało mu się wrócić na pokład po wypadnięciu za burtę i pokonać rekina, którego złowił i jeszcze żywego wwindował na pokład. Po miesiącu dotarł do archipelagu Galapagos, a po następnym, żeglując stale w pasacie, minął Markizy i po kilku dniach, dla odnowienia zapasów, zawinął na wyspę Caroline zamieszkałą przez pierwotnych tubylców.

Dzięki ciągłej praktyce, chęci nauki i niespożytej energii, z dnia na dzień stawał się lepszym żeglarzem. Gdy jednak przy Wyspach Cooka nadszedł tropikalny orkan, stał się bezradny i uzależniony całkowicie od dzielności morskiej swojej „drzazgi”. Orkan trwał dwa dni. Jacht stracił maszt i bukszpryt, został strasznie porozbijany i zaczął mocno przeciekać. Zdeterminowany żeglarz nie poddał się jednak. Statek został awaryjnie otaklowany. Z bomu John zrobił pięciometrowy grotmaszt, a z wiosła – malutki bezanmaszt. Odpowiednio przeszyte zostały żagle. „Poganin” mógł płynąć z wiatrem zaledwie z prędkością 1 węzła. Na zagubionej na oceanie łodzi pozostały resztki żywności i wody, które przy ich racjonowaniu miały starczyć na dotarcie, w ciągu 18 dni, do najbliżej położonych wysp Samoa. W rzeczywistości John płynął jeszcze 7 tygodni. Był to okres walki ze straszliwym głodem i pragnieniem oraz związanym z tym osłabieniem organizmu. W tym czasie Caldwell zjadł nawet rzeczy, wydawałoby się, niejadalne: kwas borny, wazelinę, skórzany portfel, porosty rosnące na kadłubie; starał się na wszelkie możliwe sposoby łowić ryby i ptaki. Kilkanaście razy dziennie musiał wypompowywać z jachtu wodę.

Krańcowo wyczerpany i wychudzony, dociera do wyspy Tuwuta w archipelagu Fidżi. Tam zmuszony jest rozbić „Poganina”na rafie, by na złamanym maszcie dopłynąć do upragnionego brzegu. Na wyspie, gościnni tubylcy ratują Johna od śmierci z wycieńczenia. Po upływie 3 tygodni udaje się on statkiem koprowym na wyspę Viti Lewu, a następnie drogą lotniczą do Sydney.

Po siedmiu miesiącach od rozpoczęcia rejsu, 3 grudnia 1946 r. może wreszcie objąć ukochaną Mary - przyczynę swojej desperacji.

 

 

 

Opis z okładki I wydania książki, Państwowe Wydawnictwo Iskry, Warszawa 1965

 

„O huraganach i sztormach, złośliwych ciszach o walce z rekinem i diabłem morskim, o głodzie i zmaganiu z trudami nawigacji, o tym wszystkim co zgotował mu Pacyfik w jego desperackim rejsie pod żaglem od Panamy do Fidżi, opowiada John Caldwell w swojej pasjonującej książce”.